Lek, suplement –  apteczne medykamenty są w każdym domu. Polacy wydają na leki dostępne bez recepty i suplementy diety miliardy złotych. Za ilością wciąż nowych preparatów trafiających na apteczne półki trudno nadążyć. Nie dziwi więc fakt, że większość z nas  czuje się zagubionych w gąszczu informacji i daje wiarę przekazowi reklamowemu, nie zawsze z korzyścią dla własnego zdrowia!

Radioklinika | Lek czy suplement?

Lek czy suplement – oto jest pytanie!

Pierwszym i kluczowym problemem przeciętnego pacjenta odwiedzającego aptekę jest brak świadomości o zróżnicowanym asortymencie na półkach. Na pierwszy rzut oka wszystkie pudełka wydają się podobne – mają zbliżony kształt i atrakcyjną szatę graficzną.

Tymczasem prawda jest zgoła inna – nabywając określony preparat w aptece możemy otrzymać:

  • środek leczniczy,
  • suplement diety,
  • środek spożywczy specjalnego przeznaczenia żywieniowego,
  • wyrób medyczny.

Wszystkie wyżej wymienione pozycje mają zupełnie inny status prawny, właściwości, a co najważniejsze skierowane są do innej grupy pacjentów.

Produkt leczniczy jest substancją lub grupą substancji, które posiadają zdolność zapobiegania lub leczenia chorób. Każdy lek ma ściśle określone wskazania zatwierdzone przez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL). Nad jego bezpieczeństwem czuwa natomiast inspekcja farmaceutyczna, która stale monitoruje jego jakość wydając odpowiednie decyzje o wstrzymaniu lub wycofaniu z obrotu jego określonych serii. Co najważniejsze, by producent wprowadził lek na rynek musi przedstawić odpowiednią dokumentację, zawierającą szczegółowe dane dotyczące jakości, skuteczności i bezpieczeństwa stosowania.

Suplement, w przeciwieństwie do produktu leczniczego, nie podlega jurysdykcji inspekcji farmaceutycznej, lecz sanitarnej. Nie dotyczy go więc ustawowy obowiązek ciągłego monitorowania jakości. Najczęściej badany jest wyrywkowo np. na obecność skażeń mikrobiologicznych, pestycydów czy metali ciężkich.

Nikt nie bada, czy suplement zawiera rzeczywiście taki skład, jaki deklaruje jego producent na opakowaniu. Aby zarejestrować supelement nie należy składać w URPL szczegółowej dokumentacji, a wystarczy tylko powiadomić Głowny Inspektorat Sanitarny o wprowadzeniu produktu do obrotu.

Łatwość wejścia na rynek oraz brak nadzoru zachęcają producentów do inwestowania w produkcję suplementów, które przynoszą szybki zysk. Wielu z nich decyduje się na nieetyczne działania marketingowe, które suplementom przypisują właściwości lecznicze, kierując przekaz do osób chorych, w efekcie czego nieświadomy pacjent myli lek z suplementem diety. Spójny przekaz reklamowy w telewizji, radio czy internecie utrwala te mylne przekonania, o czym świadczy wynik badania TNS OBOP .

Tylko 27% Polaków potrafi prawidłowo zdefiniować suplement diety, a 51% z nich jest świadoma, że jest on przeznaczony tak naprawdę dla osób zdrowych.

Tymczasem rozróżnienie obu preparatów jest banalnie proste. Produkt leczniczy posiada na opakowaniu numer pozwolenia, a suplement diety jest oznaczony tuż pod nazwą handlową!

Wiele nazw – ten sam lek!

Świeżo upieczeni rodzice w trosce o zdrowie swojego dziecka starają się szybko reagować na każde niepokojące objawy. Swoją wiedzę o leczeniu czerpią najczęściej z internetu, od znajomych czy doświadczonych rodziców. Niestety wiedza ta nie zawsze znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości.

W szybkim tempie życia zdarza się, że uzupełniając domową apteczkę lub zaopatrując się w leki pierwszej potrzeby rodzice nie zwracają uwagi na skład produktu, a kierują się wyłącznie jego nazwą.

Kupując czopki przeciwgorączkowe, syrop przeciwzapalny czy lek złożony na przeziębienie rodzice nie są świadomi, że każdy z nich zawiera w swoim składzie paracetamol, którego przedawkowanie prowadzi do uszkodzenia wątroby i śmierci!

Przekonał się o tym  60-letni mężczyzna, który zmarł na skutek jego przedawkowania – nie pomogło nawet dializowanie nerek i wątroby.  Pamiętajmy więc – nazwa leku nie może być utożsamiana z jego składem! Ten sam skład chemiczny, może być ukryty pod różnymi nazwami handlowymi.

Warto dokładnie czytać opakowanie i ulotkę leku, na których znajduje się nazwa chemiczna i dawka substancji leczniczej.

Nieznajmość składu leku podawanego dziecku bywa niebezpieczna. Przykładem może być nieświadome podanie popularnego syropu na kaszel zawierającego kodeinę dzieciom poniżej 12 roku życia. 10% podanej dawki kodeiny ulega metabolizmowi w wątrobie, w wyniku czego jest ona przekształcana do morfiny(!). W efekcie mały pacjent otrzymuje wtedy małą dawkę silnego środka narkotycznego. Aktualnie odchodzi się od takiego stosowania kodeiny u dzieci, zważywszy, że w obrocie aptecznym dostępne są równie skuteczne i bezpieczniejsze środki lecznicze np. butamirat.

Więcej, nie oznacza lepiej!

Znajomość składu preparatu jest ważna, ale nie wystarczająca do prowadzenia bezpiecznego leczenia. Istotną rolę w tym procesie odgrywają interakcje między środkami leczniczymi.

Interakcje stanowią wzajemne oddziaływanie dwóch lub większej ilości substancji leczniczych między sobą, które prowadzą do potęgowania lub niwelowania działania.

Większość interakcji lekowych jest niebezpieczna dla zdrowia. Sami niestety nie jesteśmy w stanie ich wychwycić – wymaga to specjalistycznej wiedzy, którą posiada magister farmacji. Nie traktujmy go więc jako “receptomatu” czy ekspedienta, ale korzystajmy z jego umiejętności, by zachować zdrowie naszych pociech.

WAŻNE! Podczas zakupów w aptece zapytajmy farmaceutę czy proponowany przez niego środek nie wchodzi w interakcje z innymi lekami, jakie są przeciwwskazania do stosowania oraz sposób przechowywania.

Do najczęstszych szkodliwych interakcji jest zestawianie ze sobą syropów przeciwkaszlowych (na suchy kaszel) z rozrzedzającymi wydzielinę (wykrztuśnych). To błędne postępowanie jest utrwalane przez przekaz reklamowych syropów: “na suchy i mokry kaszel”. Tymczasem hamowanie odruchu kaszlu przy jednoczesnym rozrzedzaniu wydzieliny w drzewie oskrzelowym skutkuje zaleganiem jej w drogach oddechowych, nadkażeniem bakteryjnym i groźnym powikłaniom.

Z mojej praktyki zawodowej wynika, że wielu rodziców zbyt wcześnie rozpoczyna leczenie, wytaczając do walki z infekcją działa “wielkiego kalibru” lub wręcz odwrotnie – zwleka z wizytą u specjalisty przedłużając w nieskończoność samoleczenie swoich dzieci. Część rodziców korzysta również z niewykorzystanych leków przepisanych przez lekarza podczas poprzedniej infekcji. Choć za takim postępowaniem kryje się aspekt ekonomiczny – może być ono brzemienne w skutkach.

Leki i suplementy; sprawdź czy Twoja domowa apteczka jest bezpieczna

Większość infekcji u dzieci w wieku przedszkolnym ma charakter samoograniczający się i ujawnia się pod pod postacią zapalenia górnych dróg oddechowych, które nie wymaga skomplikowanego leczenia.

W takich przypadkach warto sięgnąć do zasobów medycyny naturalnej, która w ostatnim czasie ma sporo naukowych podstaw. Takie domowe bogactwa jak pieprz czarny (Piper nigrum L.), kurkuma (Curcuma longa), kłącze imbiru (Zingiber rhizoma) czy czosnek pospolity (Allium sativum) mają udodowodnione działanie wspomagające leczenie infekcji. Niektóre doniesienia naukowe wskazują, że królujący na naszych stołach rosół z kury hamuje migrację neutrofilów – elementów morfotycznych krwi, które odpowiadają za rozwój pełnoobjawowego stanu zapalnego – gorączki, wysięku z naczyń i bólu. Ponadto podczas jedzenia rosołu dochodzi do inhalacji parą wodną, co ma pozytywny wpływ na stan górnych dróg oddechowych.

Cukierek za szybą …

Tymczasem wielu rodziców decyduje się na ciekawą i zyskującą popularność alternatywę w postaci żelków, lizaków na gardło, pastylek czy landrynek. W tej formie produkowane są przede wszystkim suplementy diety, niektóre leki bez recepty oraz część leków z przepisu lekarza.

Przystępna forma podania ma jednak również drugą stronę medalu – dzieci po pewnym czasie przyzwyczajają się do atrakcyjności tych “postaci leku”, zaczynają traktować je jak łakocie, co grozi niekontrolowanemu zatruciu po przyjęciu danej substancji bez wiedzy rodzica!

Ponadto ze względu na wiele substancji pomocniczych nadajacych im kształt, wielkość, smak, zapach i barwę nie mogą być one podawane u dzieci poniżej 4 roku życia. Występująca w tych postaciach żółcień pomarańczowa (E110), tartrazyna (E102) oraz błękit brylantowy mogą wywoływac skórne objawy alergiczne – pokrzywkę, świąd oraz wyprysk kontaktowy.

UWAGA! Należy pamiętać, że każda postać leku zawiera substancje pomocnicze, które mimo, że powinny być farmakologicznie obojętne – wykazują wiele działań niepożądanych. I tak etanol, glikole propylo-i polietylenowe oraz alkohol benzylowy mogą wywoływać neurotoksyczność (szczególnie przy przedawkowaniu), polisrotbat 20 i 80 przy długotrwałym stosowaniu mogą uszkadzać wątrobę i nerki, a chlorek benzalkonium, barwniki azowe i parabeny mogą u dzieci-alergików powodować reakcje nadwrażliwości, a nawet wstrząs anafilaktyczny.

Na koniec chciałbym zwrócić się do wszystkich rodziców – leczmy swoje pociechy z głową. Pamiętajmy, że atrakcyjne opakowanie danego preparatu kryje za sobą przede wszystkim chemiczny związek czynny, który stosowany bez niezbędnej wiedzy i nieracjonalnie zamiast pomóc, może mocno zaszkodzić! Leki – tu potrzebna jest rozwaga.

Przede wszystkim korzystajmy z konsultacji lekarskiej, w przypadku wątpliwości dopytajmy swojego farmaceutę i przeczytajmy z uwagą ulotkę dołączoną do leku. Niech dewiza ojca nowożytnej medycyny – Paracelsusa zawsze towarzyszy nam podczas leczenia siebie i swoich pociech:

“Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną (łac. Dosis facit venenum)”.

Oceń to:
| Liczba ocen: 6 Średnia: 3.7

1 KOMENTARZ

  1. Suplement suplementowi nie równy. Dużo jest takich, które naprawdę nic nie robią, dlatego warto poszukać tych, które mają odpowiedni skład i są wysokiej jakości. Ja się zdecydowałam na suplement herbaya z wyciągiem z głogu na poprawę pracy serca. Preparaty tej firmy są dobrze przebadane, do tego forma ekstraktu zapewnia im skuteczne działanie

Zapytaj lub skomentuj:

Napisz komentarz
Podaj swoje imię