Czy urodzenie chorego dziecka należy traktować jako krzywdę?

Oceń to:
| Liczba ocen: 0 Średnia: 0

A może to wyzwanie, z którym po prostu musimy sobie dać radę? Jak sobie poradzić w trudnych momentach? Kogo prosić o pomoc? Czy jesteśmy skazani na to, że nasi znajomi się od nas odsuną? Jak komunikować się z otoczeniem i jasno formułować własne oczekiwania? A co jesli przydarzy nam się prawdziwa depresja?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Kasią Parafianowicz – Wiceprezeską Fundacji Serce Dziecka, z wykształcenia psychologiem a zarazem mamą Julki, która urodziła się z wrodzoną wadą serca. Ten wywiad jest próbą odpowiedzenia na trudne tematy.

Traktowanie choroby dziecka jako wyzwania to sukces. Krokiem przybliżającym do sukcesu jest zgoda na doświadczanie porażek i gotowość do przyjmowania wsparcia. Umiejętność proszenia o pomoc świadczy o sile i mądrości rodziców.

Zanim to jednak nastąpi rodzina musi poradzić sobie z szokiem i bólem, a w następstwie tego z gniewem i rozpaczą. Musimy przejść pewne dobrze znane fazy, których istnienia warto być świadomym. Wtedy będzie łatwiej chociaż to nie znaczy, że prościej.

Zresztą sami posłuchajcie. I piszcie, pytajcie ….

Oceń to:

| Liczba ocen: 0 Średnia: 0

6 komentarzy

  1. Agnieszka Pawłowska
    Kwiecień 28, 2014 at 8:31 am — Odpowiedz

    Witam
    Odsłuchałam audycje, i jakbyście mówili mnie, o moim smutku, żalu a próbie poradzenia sobie z sytuacją, o walce z choroba dziecka. Ciągłe szpitale, badania , operacje. Amelka ma ponad 7 miesięcy(18.09.2013) a większość czasu spędzamy w szpitalach bo ma chore serduszko wada HLHS. Ja ledwo się trzymam i raczej na pewno mam depresje, ciągle płacze i boje się że to udziela się dziecku, bo jak nie płąkać jak aby zrobić wkłucie trzeba 8 razy kłuć, albo robić na główce. Teraz czekamy na kolejny etap operacji, a właśnie Święta spędziliśmy w szpitalu na zapalenie płuc, a tylko miała kaszelek.
    Walcze ze sobą i ze swoją beztradnością z tym że sama nie mogę dziecku pomóc.
    To prawda że znajomi się odsuwają i nie umieją rozmawiać, bo jesteśmy tego przykładem, człowiek zostaje sam, a mieszkamy właśnie na małej wiosce więc kontakt jest utrudniony. Ludzie nie potrafią z nami rozmawiać, nie wiedzą o co pytać.
    Bardzo chętnie człowiek porozmawiał by z kimś kto doradzi jak sobie radzić, jak myśleć pozytywnie.
    Ja walczę aby Amelka ładnie jadła, piła a z tym mi ciężko idzie bo po ostatniej operacji karmimy się łyżeczką tylko nie chce mi pić w ogóle i nie pije nic ze smoczka nie ciągnie. Po operacji okazało się że ma jakiś uraz do butelki po intubacji. Załatwiłam klinikę OTOlaryngologiczną bo nie miała swoje głosu i okazało się że ma porażenia jednostronne strun głosowych i jakąś ziarninę i dlatego tak nie chciał, bo jej przy intubacji uszkodzili coś.
    I jak Amelka nie je i nie pije to ja wychodzę z siebie, czego nie wymyślam, picie wciskamy łyżeczką, a i tak nie wychodzi nam to za bardzo bo jak to lekarze ujęli jest zagęszczona i trzeba więcej dopijać bo ma wysoką hemoglobinę.
    Tu bym na nią krzyczała z nerwów, a jak się uśmiecha to łzy same mi lecą i nie mogą się powstrzymać. Jestem z dzieckiem 24 godziny na dobę i nikt nie może mnie zastąpić bo mała nie akceptuje innych, poza moim mężem nikt nie może jej wziąć, a przecież ktoś musi pracować na nas. Więc przeważnie jestem sama z dzieckiem, owszem jest rodzina ale każdy ma swoje życie dzieci które chorują a ja nie mogę małej narażać na choroby więc mało się z kimś widuję.
    Jestem więc zestresowana i niespokojna jak bym mogła to bym wszystkim rzucała ale staram się uspokajać, mąż mówi że przesadzam i się niepotrzebnie nakręcam , ale to ja jestem cały czas z dzieckiem i w domu i ciągle w szpitalu.
    Wszystko jest na mojej głowie, mieszkanie dziecko i lekarze i tak w kółko: pranie sprzątanie, prasowanie i pakowanie do kolejnego szpitala(leki, recepty i zapasy jedzenia dla dziecka). Już mam taką wprawę w pakowaniu..
    Walczę do tego jeszcze ze sobą, bo mam ciągle migrenę i biegunkę, tak mi żołądek wykręca że nie wiem co robić ze sobą, a co chwila mam atak kręgosłupa taki że chodzić nie idzie bo ciągle tylko wysiaduję na krzesełkach w szpitalach a mam dyskopatię która się nasiliła po drugiej cesarce już.
    Poradźcie jak sobie pomóc
    Pozdrawaiam
    Agnieszka Pawłowska

    • Jurek
      Kwiecień 28, 2014 at 9:12 am — Odpowiedz

      Agnieszko, wyślij nam na kontakt@radioklinika.pl swój numer telefonu. Zadzwonimy i porozmawiamy. Spróbujemy troszkę Ci pomóc. doskonale wiemy jak się czujesz.

    • Michał
      Kwiecień 28, 2014 at 11:20 am — Odpowiedz

      Agnieszka,
      trzymaj się. mamy chore dziecko i wiemy o czym piszesz. Od nas także znajomi się odwrócili. Nie wiemy dlaczego ale to boli jak cholera.

      • Iga
        Kwiecień 28, 2014 at 11:21 am — Odpowiedz

        Od nas też

  2. Ewa
    Kwiecień 28, 2014 at 5:38 pm — Odpowiedz

    Agnieszko koniecznie napisz do nas, podaj jakieś namiary, nr telefonu …. Jak tylko dostanę od Ciebie nr telefonu to zaraz dzwonię. Nie jesteś sama !

    • Kwiecień 29, 2014 at 9:10 am — Odpowiedz

      Witam
      Znalazłam chwilkę, bo malutka śpi. Oto mój numer 660-74-80-43 Pozdrawiam
      Agnieszka

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Jurek Michalski

Jurek Michalski

Mam na imię Jurek i jestem mężem Ewy - Redaktor Naczelnej Radiokliniki. Wpieram ja w technicznych aspektach działalności bloga. Czasem także coś skrobnę lub nagram. Zapraszam do komentowania i kontaktu.