Czy urodzenie chorego dziecka należy traktować jako krzywdę?

A może to wyzwanie, z którym po prostu musimy sobie dać radę? Jak sobie poradzić w trudnych momentach? Kogo prosić o pomoc? Czy jesteśmy skazani na to, że nasi znajomi się od nas odsuną? Jak komunikować się z otoczeniem i jasno formułować własne oczekiwania? A co jesli przydarzy nam się prawdziwa depresja?

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy z Kasią Parafianowicz – Wiceprezeską Fundacji Serce Dziecka, z wykształcenia psychologiem a zarazem mamą Julki, która urodziła się z wrodzoną wadą serca. Ten wywiad jest próbą odpowiedzenia na trudne tematy.

Traktowanie choroby dziecka jako wyzwania to sukces. Krokiem przybliżającym do sukcesu jest zgoda na doświadczanie porażek i gotowość do przyjmowania wsparcia. Umiejętność proszenia o pomoc świadczy o sile i mądrości rodziców.

Zanim to jednak nastąpi rodzina musi poradzić sobie z szokiem i bólem, a w następstwie tego z gniewem i rozpaczą. Musimy przejść pewne dobrze znane fazy, których istnienia warto być świadomym. Wtedy będzie łatwiej chociaż to nie znaczy, że prościej.

Zresztą sami posłuchajcie. I piszcie, pytajcie ….

Oceń to:
| Liczba ocen: 0 Średnia: 0

6 KOMENTARZE

  1. Witam
    Odsłuchałam audycje, i jakbyście mówili mnie, o moim smutku, żalu a próbie poradzenia sobie z sytuacją, o walce z choroba dziecka. Ciągłe szpitale, badania , operacje. Amelka ma ponad 7 miesięcy(18.09.2013) a większość czasu spędzamy w szpitalach bo ma chore serduszko wada HLHS. Ja ledwo się trzymam i raczej na pewno mam depresje, ciągle płacze i boje się że to udziela się dziecku, bo jak nie płąkać jak aby zrobić wkłucie trzeba 8 razy kłuć, albo robić na główce. Teraz czekamy na kolejny etap operacji, a właśnie Święta spędziliśmy w szpitalu na zapalenie płuc, a tylko miała kaszelek.
    Walcze ze sobą i ze swoją beztradnością z tym że sama nie mogę dziecku pomóc.
    To prawda że znajomi się odsuwają i nie umieją rozmawiać, bo jesteśmy tego przykładem, człowiek zostaje sam, a mieszkamy właśnie na małej wiosce więc kontakt jest utrudniony. Ludzie nie potrafią z nami rozmawiać, nie wiedzą o co pytać.
    Bardzo chętnie człowiek porozmawiał by z kimś kto doradzi jak sobie radzić, jak myśleć pozytywnie.
    Ja walczę aby Amelka ładnie jadła, piła a z tym mi ciężko idzie bo po ostatniej operacji karmimy się łyżeczką tylko nie chce mi pić w ogóle i nie pije nic ze smoczka nie ciągnie. Po operacji okazało się że ma jakiś uraz do butelki po intubacji. Załatwiłam klinikę OTOlaryngologiczną bo nie miała swoje głosu i okazało się że ma porażenia jednostronne strun głosowych i jakąś ziarninę i dlatego tak nie chciał, bo jej przy intubacji uszkodzili coś.
    I jak Amelka nie je i nie pije to ja wychodzę z siebie, czego nie wymyślam, picie wciskamy łyżeczką, a i tak nie wychodzi nam to za bardzo bo jak to lekarze ujęli jest zagęszczona i trzeba więcej dopijać bo ma wysoką hemoglobinę.
    Tu bym na nią krzyczała z nerwów, a jak się uśmiecha to łzy same mi lecą i nie mogą się powstrzymać. Jestem z dzieckiem 24 godziny na dobę i nikt nie może mnie zastąpić bo mała nie akceptuje innych, poza moim mężem nikt nie może jej wziąć, a przecież ktoś musi pracować na nas. Więc przeważnie jestem sama z dzieckiem, owszem jest rodzina ale każdy ma swoje życie dzieci które chorują a ja nie mogę małej narażać na choroby więc mało się z kimś widuję.
    Jestem więc zestresowana i niespokojna jak bym mogła to bym wszystkim rzucała ale staram się uspokajać, mąż mówi że przesadzam i się niepotrzebnie nakręcam , ale to ja jestem cały czas z dzieckiem i w domu i ciągle w szpitalu.
    Wszystko jest na mojej głowie, mieszkanie dziecko i lekarze i tak w kółko: pranie sprzątanie, prasowanie i pakowanie do kolejnego szpitala(leki, recepty i zapasy jedzenia dla dziecka). Już mam taką wprawę w pakowaniu..
    Walczę do tego jeszcze ze sobą, bo mam ciągle migrenę i biegunkę, tak mi żołądek wykręca że nie wiem co robić ze sobą, a co chwila mam atak kręgosłupa taki że chodzić nie idzie bo ciągle tylko wysiaduję na krzesełkach w szpitalach a mam dyskopatię która się nasiliła po drugiej cesarce już.
    Poradźcie jak sobie pomóc
    Pozdrawaiam
    Agnieszka Pawłowska

  2. Agnieszko koniecznie napisz do nas, podaj jakieś namiary, nr telefonu …. Jak tylko dostanę od Ciebie nr telefonu to zaraz dzwonię. Nie jesteś sama !

Zapytaj lub skomentuj:

Napisz komentarz
Podaj swoje imię