Polak lubi leczyć się sam, ale czy faktycznie takie postępowanie można nazwać leczeniem? Farmaceuta wyjaśnia kilka kluczowych dla naszego zdrowia kwestii!

Oceń to:
| Liczba ocen: 2 Średnia: 5

Jako farmaceuta w codziennej pracy spotykam się z sytuacją nieprzestrzegania zaleceń lekarskich przez pacjentów. Po części wynika to z ich sytuacji finansowej, po części z własnych przekonań – jedno jest pewne – zjawisko non compliance, samego pacjenta naraża na niebezpieczeństwo pogorszenia zdrowia, a system opieki zdrowotnej na dodatkowe koszty poniesione na skutek leczenia następstw niewłaściwie prowadzonego leczenia.

„Poproszę tylko ostatni lek z recepty”

Rezygnacja z podjęcia leczenia na skutek sytuacji finansowej jest najczęstszą przyczyną nieprzestrzegania zaleceń lekarskich (ang. non compliance). Statystyki są rzeczywiście zatrważające – co najmniej 25% wszystkich recept nie jest w ogóle realizowana!

Często obserwowanym zjawiskiem są tzw. „wakacje od leków” będące niczym innym jak okresowym przerywaniem leczenia na kilka – kilkanaście dni.

W świadomości wielu ludzi pokutuje nadal błędne przekonanie, że wybiórcze stosowanie leków przepisanych przez lekarza jest w pełni wystarczające, by kontrolować przebieg choroby. Tymczasem w przypadku wielu chorób np. sercowo – naczyniowych czy dermatologicznych istotą terapii zleconej przez lekarza jest jej indywidualny charakter. Co więcej, wiele leków jest świadomie przepisywane na recepcie z powodu ich wzajemnego, synergistycznego działania.

Sytuacja finansowa nie powinna być powodem rezygnacji z leczenia. Co więcej, nawet w bardzo trudnych sytuacjach apteka jest najwłaściwszym miejscem, gdzie można uzyskać niezbędną pomoc.

Nadal wielu pacjentów nie korzysta w pełni ze swoich praw – np. specjalnych uprawnień, z tytułu których należą im się leki po znacznie niższych cenach.

Do tej grupy należą osoby represjonowane, inwalidzi wojenni i wojskowi czy honorowi dawcy krwi. Od niedawna pomocną dłoń do seniorów powyżej 75. roku życia wyciągnął również rząd, refundując w całości część najczęściej stosowanych leków.

Jeśli w danym okresie realizacja recepty poważnie nadszarpnie nasz domowy budżet, możemy poprosić zaprzyjaźnioną aptekę o realizację części recepty teraz, a resztę w późniejszym terminie. Wyjściem z sytuacji jest również tzw. substytucja generyczna, czyli wydanie w aptece odpowiednika leku zapisanego na recepcie.

Lek generyczny jest chemicznie tą samą substancją, w takiej samej dawce, wielkości opakowania i postaci farmaceutycznej, której stosowanie nie powoduje różnic terapeutycznych, a cena często jest zadziwiająco niska.

Jeśli korzystamy z prywatnej opieki zdrowotnej i wizyta ogranicza się do wypisania kolejnej recepty, możemy poprosić lekarza o wypisaniu tzw. recepty prolongowanej z określoną datą realizacji. Pozwoli to na jednej wizycie, otrzymać recepty nawet na 12 kolejnych miesięcy!

„Panie magistrze, czy mogę podzielić ten lek na nadciśnienie?”

Bardzo popularną praktyką jest dzielenie niektórych leków na własną rękę, które jest niczym innym jak podważaniem sposobu dawkowania zaleconego przez lekarza.

Lęk przed działaniami niepożądanymi, wrodzona nieufność do białego fartucha czy pobudki ekonomiczne zmuszają nadal wielu pacjentów do samodzielnego modyfikowania dawki.

Tymczasem wiele nowoczesnych leków ma specjalnie zaprojektowane tabletki o modyfikowanym uwalnianiu. Podzielenie takich tabletek grozi całkowitym zniesieniem efektu terapeutycznego, co w przypadku np. leków na nadciśnienie czy chorobę niedokrwienną serca może spowodować groźny skok ciśnienia krwi i doprowadzić do śmierci (przełom nadciśnieniowy).

Każdą modyfikację dawki należy więc uprzednio skonsultować z lekarzem, a w aptece sprawdzić czy dany lek można dzielić. Taką informację znaleźć można również na ulotce. Pamiętajmy jednak, że możliwość podzielenia leku na dwie równe dawki nie jest równoznaczne z tym, że w danej sytuacji zdrowotnej możemy sobie pozwolić na samodzielne działanie.

„Moje wyniki poprawiły się, więc mogę odstawić tabletki”

Choć dzięki upowszechnieniu wiedzy medycznej proceder ten nie jest powszechny, to nadal wielu pacjentów odwiedzających aptekę prowadzi leczenie tylko do momentu uzyskania wyraźnej poprawy. Potem nagle porzucają farmakoterapię, będąc przekonanym, że dalsze leczenie nie ma żadnego uzasadnienia.

Tymczasem terapia wielu chorób przewlekłych opiera się na dożywotnim stosowaniu leków, a sukcesem nie jest całkowite wyleczenie, a minimalizacja szkód i zapewnienie choremu odpowiedniej jakości życia.

Co więcej nagłe odstawienie leków jest groźne dla życia, gdyż wiąże się z wystąpieniem tzw. „efektu z odbicia”. Zjawisko nagłego nasilenia objawów dotyczy odstawienia betablokerów (nebivololu, bisoprololu, metoprololu), inhibitorów pompy protonowej (omeprazoul, pantoprazolu), leków przeciwzakrzepowych (warfaryny i acenokumarolu) oraz uspakających benzodiazepin (alprazolamu).

„Nie, nie choruję na żadne choroby przewlekłe”

Przeszkodą w komunikacji między farmaceutą a pacjentem jest często ukrywany wstyd.

Zdrowie dla wielu jest nadal bowiem tematem tabu i ludzie nie lubią otwarcie rozmawiać o swoich problemach. Często powodem oporu jest obawa przed krytyką, konieczność rozpoczęcia leczenia i zmiany dotychczasowych nawyków.

Nieśmiałym mogę jedynie przekazać, że zarówno lekarza jak i farmaceutę obowiązuje tajemnica zawodowa. Ponadto farmaceuta jest specyficznym przedstawicielem zawodów medycznych, gdyż jego usługi  są dostępne 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i to całkowicie za darmo.

Czasem zwykła, ludzka rozmowa rozwieje wiele wątpliwości i gdy nie będzie to konieczne, ochroni przed niepotrzebnym czekaniem w długich kolejkach w przychodni. Przez ostatnie 25 lat zmienił się również stosunek farmaceuty do pacjenta – stopniowo zrezygnowano z paternalistycznego traktowania osoby chorej na rzecz jego większej autonomii. Obecnie osoba przychodząca do apteki czy do gabinetu lekarskiego staje się równorzędnym partnerem, z którym wspólnie podejmowane są decyzje dotyczące leczenia czy rekowalescencji.

„Poproszę coś na skurcze, odchudzanie i wypadanie włosów”, czyli jak Polak leczy się sam.

W chwili obecnej rynek apteczny opiera się na sprzedaży suplementów diety i leków dostępnych bez recepty.

Przekaz reklamowy oraz nierzetelne informacje w sieci wprowadzają w błąd potencjalnego nabywcę przypisując suplementom diety działanie lecznicze.

Postawienie na jednej szali środka leczniczego i suplementu diety niesie za sobą niebezpieczne ryzyko leczenia na własną rękę, bez konieczności konsultacji lekarskiej.

Błędnym przekonaniem jest również umniejszanie przez pacjentów znaczenia suplementów diety i ziół, sprowadzających te produkty do roli naturalnych i bezpiecznych preparatów wspomagających terapię zleconą przez lekarza.

W efekcie pacjenci przyjmują sporą ilość preparatów, wierząc w ich prozdrowotne właściwości, które ich zdaniem są pozbawione działań niepożądanych. Możecie o tym przeczytać więcej w naszym poprzednim artykule, do którego link znajduje się TUTAJ.

Tymczasem suplementy diety oraz preparaty ziołowe wchodzą w groźne interakcje z lekami OTC i zaordynowanymi przez lekarza, w efekcie czego mogą potęgować, osłabiać oraz modyfikować efekt terapeutyczny leków.

 Zachęcamy do posłuchania audycji na temat bezpiecznego przyjmowania leków: podcast dostępny TUTAJ

Oceń to:
| Liczba ocen: 2 Średnia: 5

1 Komentarz

  1. Czerwiec 20, 2017 at 2:07 pm — Odpowiedz

    Dlatego przyszłość stoi przed aplikacjami medycznymi pozwalającymi lekarzom kontrolować sposób przyjmowania leków przez pacjenta. Jego zadaniem jest notowanie w systemie przyjętych dawek, dzięki czemu lekarz może się zorientować, czy stosuje się do jego zaleceń.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Artur Rakowski

Artur Rakowski

Na co dzień farmaceuta praktyk, z zamiłowania dziennikarz. Od lat współpracuje z czołowymi czasopismami branżowymi dla lekarzy i farmaceutów. Interesuje się fitoterapią, historią XX wieku, a w wolnych chwilach odpoczywa przy ambitnej, polskiej muzyce alternatywnej.