By uporać się z infekcją musimy być mocno zdeterminowani w działaniu. Nie wystarczy, że odwiedzimy pobliską aptekę i kupimy kilka kolorowych pudełek. To tylko połowa sukcesu! By osiągnąć ostateczne zwycięstwo musimy stosować leki zgodnie z zaleceniami! A to niestety przychodzi nam (o dziwo!) z wielkim trudem.

[aktualizacja: 09’2018]

Zdarza się często, że trafiają do mnie pacjenci rozczarowani brakiem zadowalającego efektu leczniczego. Wydali mnóstwo pieniędzy, a cieknący nos i bolące gardło ciągle dają o sobie znać. Często w takich sytuacjach padają zarzuty, że dany lek jest nieskuteczny, że farmaceuta źle doradził, a lekarz poświęcił dla nich zbyt mało czasu.

Po krótkim wywiadzie okazuje się jednak, że powodem nieskutecznego leczenia jest sam pacjent.

Pośpiech i brak regularności nie sprzyjają skutecznemu leczeniu. Niekiedy powodem niepowodzenia są również błędne przekonania o zdrowiu i leczeniu, które często utrwalane są przez reklamy farmaceutyków.

Dzisiaj rozprawimy się z kilkoma naszymi zachowaniami, które okazują się przekleństwem w walce z infekcją.

Dzielenie leków na blistry – czy nam się to opłaca?

Najczęściej powodem tego, że pacjenci nabywają leki w aptece „na blistry” jest chęć zaoszczędzenia. Dzielenie pełnych opakowań farmaceutyków na mniejsze porcje wydaje nam się racjonalne – przecież kupujemy tyle i potrzebujemy.

Niestety w większości przypadków „tyle i ile potrzebujemy” nie pokrywa się z zaleceniami farmaceuty lub dawkowaniem na ulotce. Prawda jest taka, że leczenie infekcji nie jest sprintem na olimpijskim dystansie 100 m, ale przypomina raczej trudny bieg przełajowy w terenie, który wymaga wytrwałości.

Oszczędność przy zakupie szybko może nam się odbić czkawką – nie opanowane objawy mogą dawać nam się coraz bardziej we znaki, a infekcja postępować dalej. I tak w myśl zasady „oszczędny, traci dwa razy” – za jakiś czas znowu trafimy do apteki oczekując od farmaceuty cudu i to najlepiej takiego, który można kupić na „listki”…

Samodzielne leczenie infekcji i błędy w dawkowaniu leków!

Druga z przyczyn niepowodzenia leczenia infekcji górnych dróg oddechowych wynika po części z poprzedniej. Ta jednak nie jest podyktowana chęcią zaoszczędzenia paru groszy, ale błędnym przekonaniem, że jedna lub dwie tabletki/saszetki popularnych leków objawowych na przeziębienie załatwią sprawę i uwolnią nas od objawów.

Po pierwsze warto zdawać sobie sprawę, że większość leków dostępnych w aptece bez recepty ma charakter objawowy – maskują przykre symptomy, poprawiają nasze samopoczucie, ale prawdziwą walkę z infekcją odbywa nasz układ odpornościowy.

Warto być tego świadomym. Nie oznacza to jednak, że leczenie objawowe jest bez sensu – ograniczanie objawów może hamować postęp infekcji i ułatwiać jej zwalczanie.

Po drugie, działanie leków jest ograniczone w czasie – leki nie krążą stale w organizmie, ale są rozkładane w wątrobie i usuwane np. przez nerki. Dawkowanie leku na ulotce jest dostosowane do jego późniejszych losów w organizmie i zapewnia w miarę stałe, utrzymujące się stężenie terapeutyczne we krwi. By uzyskać efekt terapeutyczny nie wystarczy więc losowo zastosować jedną lub dwie dawki leku – tu niestety nie ma drogi na skróty.

Podejmowanie pracy zawodowej w czasie infekcji.

Kto z nas nie ślęczał za biurkiem w czasie infekcji i marzył o łóżku z ciepłą herbatą w ręce? Niestety tak wygląda chorobowa rzeczywistość większości z nas. Abstrahując od spadku produktywności i efektywności naszej pracy, chorowanie na etacie może nieść za sobą przykre konsekwencje.

Organizm zajęty walką z infekcją inaczej wydatkuje energię i wymaga odpoczynku.

Poza tym przebywając na zewnątrz narażamy siebie na wystąpienie groźnych powikłań. Co gorsza większość leków na przeziębienie może osłabiać nasz czas reakcji, powodować senność i trudności z koncentracją. Nie warto więc w czasie ich działania przebywać w biurze, na porannej odprawie w firmie lub… w drodze do pracy!. Jak widzicie wykonywanie codziennych obowiązków w czasie choroby niesie za sobą bardzo duże ryzyko.

Zbyt długie samoleczenie

Lecząc jesienno-zimową infekcję mamy skłonność do popadania w skrajności. Albo po pierwszych symptomach wytaczamy ciężkie działa – traktując swój organizm środkami przeciwgorączkowymi (o szkodliwości zbyt pochopnego zbijania gorączki pisałem tu – STUK KLIK!), albo gdy rzeczywiście jest źle, nasze samopoczucie się pogarsza, zbyt długo zwlekamy z wizytą u lekarza. W pierwszym i drugim przypadku w dobrej wierze najzwyczajniej sobie szkodzimy. W następnym wpisie podzielę się z Tobą objawami, które wyznaczają granicę między samoleczeniem a konsultacją lekarską.

Leczenie infekcji ⇒ nielogiczne połączenia i najczęstsze błędy.

Podejmując leczenie coraz rzadziej konsultujemy swoje objawy z farmaceutą. Wydaje nam się, że powszechny dostęp do wiedzy w internecie wystarczy, by samodzielnie podjąć decyzję o rodzaju terapii.

Niestety często popełniamy elementarne błędy, polegając również na przekazie reklamowym.

Wierzymy w „syropy na mokry i suchy kaszel” czy „innowacyjny” lek na przeziębienie i grypę, który jest dziesiątym z kolei połączeniem paracetamolu, pseudoefedryny i chlorfeniraminy w kosmetycznie odmienionych dawkach.

Często też kojarzymy ze sobą leki, których działanie jest przeciwwstawne, a ich jednoczesne podanie – szkodliwe. Poniżej najczęstsze błędy:

  • podawanie syropów wykrztuśnych na suchy kaszel i odwrotnie – syropów na suchy kaszel w przypadku kaszlu mokrego,
  • łączenie w jednym czasie aspiryny z saszetkami zawierającymi paracetamol,
  • zbyt długie stosowanie kropli do nosa z ksylometazoliną, które prowadzi do uszkodzenia błony śluzowej,
  • zbyt częste i pochopne stosowanie leków przeciwwirusowych z pranobeksem inozyny,
  • stosowanie zbyt silnych tabletek do ssania na delikatną chrypę, co paradoksalnie może powodować przesuszenie błony śluzowej gardła,
  • stosowanie „syropów ziołowych” z kodeiną na kaszel u małych dzieci,
  • przyjmowanie leków złożonych, których skład jest nieadekwatny do objawów. Czasem większość składników może być w danym przypadku niepotrzebne.

Stosowanie leków z poprzedniej terapii.

Równie niewłaściwym działaniem, które praktykowane jest przez sporą grupę ludzi jest przyjmowanie leków z poprzedniej terapii. Zwykle wygląda to tak, że robimy pobieżny przegląd domowych apteczek i sortujemy produkty nie wgłębiając się w ich mechanizm. W efekcie syrop na kaszel zamiast pomóc – może go nasilać, a pozostałe z poprzedniej terapii donosowe kortykosteroidy w obecnej sytuacji całkowicie niepotrzebne, mogą wywołać niepotrzebnie działania niepożądane.

Często sięgamy również po niepełne blistry antybiotyków, choć nie mamy pewności czy infekcja, z którą staramy się walczyć, ma podłoże bakteryjne czy wirusowe. Najczęściej więc zamiast sobie pomóc, wywołujemy w sobie „wilka z lasu” hodując szczepy oporne na działanie antybiotyków.

Podsumowując – konsultujmy nasze zamiary ze specjalistami. W przypadku farmaceuty to nic nie kosztuje. Wcale nie musimy nabywać tony nowych medykamentów. Pisałem ⇒ TUTAJ o tym, jak racjonalnie oszczędzać na leczeniu. Zawsze możemy przynieść swoją apteczkę do farmaceuty i poprosić go o wybór właściwych leków. Z pewnością zrobi to z pełnym zaangażowaniem i satysfakcją!

Partnerem sekcji "Gardłowa Sprawa" jest właściciel marki Uniben

Oceń to:
| Liczba ocen: 4 Średnia: 4

Zapytaj lub skomentuj:

Napisz komentarz
Podaj swoje imię